Hiszpania notuje rekordową liczbę turystów: podróżni omijają Bliski Wschód

- Autor, Guy Hedgecoe
- Stanowisko, Reporter ds. biznesu
- Relacja z, Benidorm
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
Fede Fuster spogląda z hotelowego tarasu na Benidorm: na pobliskie wieżowce i słynną, rozległą miejską plażę.
„Ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami to miejsce, z którego jesteśmy dumni," mówi. „To miejsce pełne możliwości."
Fuster jest szefem lokalnego stowarzyszenia turystycznego. Jego rodzina była jedną z pierwszych, które zbudowały hotel w tym śródziemnomorskim kurorcie w latach 50.
Choć Benidorm liczy zaledwie 77 tysięcy mieszkańców, w szczycie sezonu letniego liczba ta wzrasta nawet pięciokrotnie. Wynika to z popularności miasta jako jednego z głównych kierunków turystycznych w Hiszpanii.
Po pandemii Covid‑19, która pozostawiła podobne kurorty niemal opustoszałe, a branżę turystyczną sparaliżowaną, nastąpiło wyraźne odbicie. Liczba zagranicznych turystów bije kolejne rekordy – w 2025 roku do Hiszpanii przyjechało ich łącznie 97 milionów.
Hiszpania to obecnie drugi najpopularniejszy kierunek turystyczny na świecie, ustępujący jedynie Francji. Kraj ma szansę umocnić swoją pozycję w 2026 roku.
„Myślę, że to będzie bardzo dobry rok," mówi Fede Fuster. „Jestem optymistą – mówimy tu o 100 milionach turystów. Jeśli ten wzrost się utrzyma, wkrótce możemy być numerem jeden na świecie."
Eksperci branży początkowo spodziewali się bardziej umiarkowanego wzrostu w 2026 roku. Jednak wybuch konfliktu między USA i Izraelem a Iranem sprawił, że Hiszpania stała się atrakcyjną alternatywą wobec takich kierunków jak Dubaj czy kraje wschodniej części Morza Śródziemnego, w tym Turcja i Cypr.
„W takich momentach – kryzysów, ataków czy wojen – liczba rezerwacji zawsze rośnie," mówi Fuster, przypominając podobną sytuację z 2011 roku podczas arabskiej wiosny. Podkreśla jednak, że wolałby, aby konkurencja z innymi krajami odbywała się na równych zasadach.
„Za każdym razem, gdy w rejonie wschodniego Morza Śródziemnego lub na Bliskim Wschodzie dochodzi do kryzysu, Hiszpania jest postrzegana jako bezpieczne miejsce," mówi Francisco Femenia‑Serra z Uniwersytetu Complutense w Madrycie.
Jak wyjaśnia, część turystów, którzy normalnie wybraliby Turcję czy Egipt – między innymi ze względu na niższe ceny – może ostatecznie zdecydować się na Hiszpanię.
Potwierdzają to oficjalne dane: w kwietniu Hiszpanię odwiedziło 9,1 mln zagranicznych turystów – najwięcej w historii dla tego miesiąca. To o 5,2% więcej, czyli o około 450 tys. osób więcej niż w kwietniu 2025 roku.
Jednocześnie międzynarodowe lotnisko w Dubaju odnotowało w marcu spadek liczby pasażerów o 66%: w związku z sytuacją w Iranie ograniczono liczbę lotów i rezerwacji.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Turystyka, która odpowiada za około 13% PKB Hiszpanii, od lat jest jednym z kluczowych motorów wzrostu gospodarczego kraju - w większym stopniu niż we Francji, Niemczech, Włoszech czy Wielkiej Brytanii.
Jednym z potencjalnych zagrożeń są rosnące ceny paliw, które mogą ograniczyć zagraniczne podróże Europejczyków.
Drugim poważnym problemem są rosnące napięcia wewnątrz kraju. Coraz więcej mieszkańców wyraża sprzeciw wobec wpływu turystyki na ich codzienne życie.
„Turystyka przez lata była postrzegana jako coś pozytywnego dla hiszpańskiej gospodarki," mówi Francisco Femenia‑Serra. „To zaczęło się zmieniać około 2016–2017 roku, gdy m.in. w Barcelonie pojawiło się określenie 'nadmiernej turystyki'."
Jak dodaje, młodsze pokolenia coraz częściej dostrzegają nie tylko korzyści, ale też negatywne skutki turystyki.
Od 2024 roku w Barcelonie oraz innych popularnych regionach - na wybrzeżu Morza Śródziemnego, Balearach i Wyspach Kanaryjskich - dochodzi do letnich protestów przeciwko zbyt dużej liczbie turystów.
Sondaż YouGov z września 2024 roku pokazał, że 28% Hiszpanów ma negatywny stosunek do zagranicznej turystyki. To najwyższy odsetek w Europie. Dwie trzecie respondentów deklaruje też zrozumienie dla protestów.
Mieszkańcy skarżą się m.in. na zatłoczenie centrów miast, wpływ turystyki na środowisko oraz pogłębianie się kryzysu mieszkaniowego. W ostatnich tygodniach nasiliły się protesty związane z rosnącymi czynszami, które często łączone są z rozwojem turystyki.
W księgarni w centrum Walencji grupa lokalnych najemców regularnie spotyka się, by omawiać problemy mieszkaniowe z przedstawicielami organizacji aktywistycznej Sindicat de Llogateres (związek najemców). Wielu z uczestników doświadczyło gwałtownych podwyżek czynszów po odnowieniu umów przez właścicieli mieszkań.
„Z jednej strony mamy rynek najmu turystycznego, a z drugiej rynek mieszkań dla lokalnych mieszkańców", mówi Jordi Vila ze związku najemców.
„Przy odnawianiu umów właściciele nie kierują się już lokalnymi zarobkami, lecz dochodami zagranicznych turystów, które mogą być nawet trzy- lub czterokrotnie wyższe. W efekcie mieszkańcy są wypychani z domów."
Jako przykład podaje Barcelonę, gdzie – jak mówi – centrum miasta stało się „swego rodzaju parkiem rozrywki", ponieważ rozwój najmu turystycznego wyparł wielu miejscowych.
W północnym regionie Asturii w ostatnich dniach pojawiły się też napisy na wynajmowanych turystom mieszkaniach z hasłem: „Wasz biznes, nasza ruina".

Lewicowy rząd koalicyjny również uznał najem turystyczny za problem.
W 2025 roku premier Pedro Sánchez ostrzegł, że „jest zbyt wiele mieszkań na Airbnb, a za mało mieszkań dla ludzi". W grudniu jego rząd ukarał platformę wynajmu krótkoterminowego grzywną 65 mln euro za promowanie nielegalnych lokali.
Władze lokalne ogłosiły też szereg działań mających ograniczyć rozwój najmu turystycznego i zarządzać rosnącą liczbą turystów.
Niektóre miasta wprowadzają ograniczenia w wydawaniu pozwoleń na wynajem krótkoterminowy. Barcelona zapowiedziała, że do 2028 roku cofnie licencje dla wszystkich 10 tys. mieszkań tego typu. Planowane jest też podwojenie do 8 euro podatku turystycznego dla pasażerów statków wycieczkowych.
Lokalni aktywiści przyjmują te działania z zadowoleniem, ale domagają się kolejnych kroków. Branża turystyczna wyraża jednak obawy. Stowarzyszenie Exceltur wezwało do „odbudowania relacji między sektorem turystycznym a lokalnymi mieszkańcami".
Sektor wynajmu mieszkań wakacyjnych powołał się z kolei na raport firmy PwC dotyczący planu cofnięcia licencji w Barcelonie. Ostrzega, że to działanie może osłabić konkurencyjność miasta i doprowadzić do utraty tysięcy miejsc pracy.
Femenia‑Serra podkreśla, że miasta nadal poszukują skutecznych rozwiązań.
„Wprowadzane są środki mające ograniczyć wpływ turystyki i inaczej rozłożyć ruch turystyczny w miastach," mówi. „Nie widzieliśmy jednak dotąd żadnego rozwiązania, które rzeczywiście zmniejszyłoby liczbę turystów."
W Benidormie Fede Fuster rozważa perspektywę kolejnego rekordowego sezonu. Przyznaje, że jego branża spotyka się z rosnącą krytyką.
„Mówimy o sobie, że jesteśmy branżą szczęścia," mówi. „Musimy jednak pamiętać, że wpływamy na codzienne życie mieszkańców."
„Sposób, w jaki witamy turystów, troszczymy się o nich i pokazujemy naszą radość życia, jest czymś, co bardzo doceniają. To jest najważniejsze." wyjaśnia.
„Dlatego musimy szczególnie pracować w tych miejscach – głównie w miastach – gdzie pojawia się niechęć wobec turystów. To dla nas bardzo ważne, bo jeśli to stracimy, branża nie przetrwa."
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych











